Czytaj mi mamo

Jestem szczęśliwą mamą trojaczków. Mam syna i dwie córki. Moje pociechy są już duże. Zmieniło się wszystko, zmieniły się ich charaktery, zainteresowania, upodobania itp.. Jedno pozostało niezmienne. Od dzieciństwa lubiły czytać i tak zostało do dzisiaj.

Zamiłowanie do książek odziedziczyły pewnie po tacie, który pochłania ogromne ilości książek. Ciągle tylko czyta i czyta. Na nic innego nie ma czasu. Teraz czytają inne książki. Każdego interesuje co innego, ale jak były małe „czytały” książki dla dzieci.

Pierwsze były książeczki obrazkowe. Przedstawiały zwierzątka, owoce, warzywa. Były bardzo kolorowe, wykonane z materiału, który dziecko mogło wziąć do buzi i spróbować jak smakuje. Jak dorosły zmieniły się też czytanki. Dużym zainteresowaniem cieszyły się krótkie bajeczki, kilku zdaniowe. Niby parę linijek tekstu, ale każda miała dużą wartość. Zawierała morał, który zapadał w pamięci dzieci. Później sięgnęły po poważniejszą lekturę : „ Baśnie Andersena”, potem bajka
„ O krasnoludkach i sierotce Marysi”, „ Doktor Dolittle i jego zwierzęta „ , „Akademia pana Kleksa”.

Syn mając dziewięć lat przeczytał całą serię „ Tomków” Alfreda Szklarskiego. Byłam z niego wtedy bardzo dumna i nadal jestem. dziewczyny wtedy czytały co innego : „ Mały Książę”, „Oskar i pani Róża”, „ Przygody Mikołajka” . Dzisiaj mogę powiedzieć, że dzięki temu mam bardzo mądre dzieci.

Niestety teraz już nie mają tyle czasu na czytanie dla przyjemności. Od kiedy chodzą do szkoły studiują lektury szkolne. Każda z nich zawiera jakąś radę jak żyć, ale nie wszystkie są w stanie zainteresować młodego czytelnika.