W obronie sklepów z odzieżą używaną

Kiedy na początku lat 90. XX wieku pojawiły się w Polsce sklepy odzieżą używaną, towarzyszyło temu równoległe kurczenie się polskiej branży odzieżowej. Dlatego bardzo często za ten stan rzeczy obwiniano hurtownie odzieży używanej i w ogóle całą branże odzieży „z drugiej ręki”.  Pojawiały się zatem postulaty ograniczenia lub wręcz likwidacji handlu używaną odzieżą, posądzanego o działania na zasadzie nieuczciwej konkurencji.  „Uwaga klienci ciucholandów – waszym sklepom grozi likwidacja” – tak zaczynała się ulotka sygnowana przez oddział krakowski Unii Polityki Realnej w październiku 1995. Była to odpowiedź  na apel Sekcji Przemysłu Odzieżowego NSZZ „Solidarność” który stwierdzał m. in. że „pojawienie się sklepów z odzieżą używaną jest przyczyną tragicznej sytuacji w przemyśle lekkim”. Ulotka stwierdzała w  odpowiedzi na ten tekst że jest to „niedźwiedzia przysługa” świadczona  klientom „ciucholandów” którzy w ten sposób stracą sklepy w których kupują. „Doprawdy trudno o większą bzdurę. Kto na tym straci? Biedni którzy w tych sklepach kupują. Kto zyska – działacze związkowi którzy odtąd będą chodzić w glorii obrońców przemysłu odzieżowego”.

Sprawa powracała w kolejnych latach – w 2002 r. pojawił się projekt   w którym zakładano że nie będzie można sprowadzać z zagranicy nieposortowanej odzieży.  Tego typu ustawa gdyby weszła w życie mogłaby doprowadzić do znacznego ograniczenia handlu odzieżą używaną. W konsekwencji hurtownie odzieży używanej mogłyby nawet zostać zamknięte. Właściciele hurtowni obawiali się że kilogram ubrań używanych, który w hurtowniach obecnie kosztuje 2,5 złotego, gdy ustawa wejście w życie zdrożałby nawet do 10 zł. I rozpoczęła się walka sklepów z odzieżą używaną o przetrwanie – bo chodziło o obronę miejsc pracy dla kilkudziesięciu tysięcy osób utrzymujących się z pracy w tym sektorze. Rozpoczęły się zatem akcje zbierania podpisów w obronie sklepów z odzieżą używaną. Włączyli się w nią także celebryci i politycy. Poseł Piotr Gadzinowski (SLD) sprowadził do Sejmu modelki które paradowały po gmachu parlamentu ubrane w używane ubrania. Do noszenia takich ubrań przyznała się Agata Młynarska, zaś Reni Jusis również pomagała zbierać podpisy. W rezultacie takiego nacisku społecznego ówczesny rząd Leszka Millera zgodził się na importowanie odzieży nieposortowanej.  Nowe przepisy ustaliły że aby takie niesortowane ubrania móc legalnie sprowadzić – trzeba wpierw uzyskać zgodę Ministerstwa Środowiska, oraz wyprać je i przeprowadzić ich dezynfekcje.

Uratowanie handlu odzieżą używaną przyczyniło się do wzrostu obrotów w handlu tą odzieżą. Była to odzież głównie z Zachodniej Europy – z Niemiec, Holandii, Wielkiej Brytanii. W roku 2005 do Polski przyjechało w ten sposób 90 tysięcy ton ubrań o wartości 100 milionów euro! Źródłem pochodzenia ubrań używanych są nierzadko londyńskie „charity shops” – punkty skupu odzieży używanej oraz – specjalne skrzynki gdzie ludzie mogą zostawiać niepotrzebne już im ubrania. Są one następnie stamtąd zabierane do punktów gdzie podlegają drobiazgowemu praniu i czyszczeniu. Następnie są segregowane i  dostarczane odbiorcom zagranicznym – hurtowniom które je sprowadzają. Możliwość zakupu używanej odzieży staje się najlepszym rozwiązaniem dla osób których nie stać na zakupienie „normalnych”, markowych ubrań w tradycyjnych sieciach handlowych bądź w sklepach.  Jeśli komuś zdarzy się na przykład zgubić czapkę gdy jest zima – to nie ma wyjścia i przyjeżdżając do innego miasta musi swoje kroki skierować najpierw na targ lub do sklepu z odzieżą używaną. Tam na pewno znajdzie dla siebie coś odpowiedniego.